Jak złapać papugę w klatce/ w mieszkaniu?
Dziś o problemie, jaki napotyka wielu opiekunów papug, gdy potrzebują podać swoim podopiecznym leki, zabrać je do weterynarza czy chociażby przewieźć do zaufanej osoby np. na czas wyjazdu.
O problemie tym niewiele osób myśli przed wzięciem do domu
papug, a jest to kwestia, wobec której potem wiele osób okazuje się bezsilnych.
Dlatego warto rozważyć ją zawczasu i np. dokonać pewnych zmian w pomieszczeniu,
w którym mają przebywać papugi.
Chodzi o ŁAPANIE PAPUG.
To, czy będzie nam przychodzić bezproblemowo, czy raczej
spędzać sen z powiek, to wypadkowa kilku czynników – umiejętności opiekuna,
charakteru (a zapewne i gatunku ptaka), a także… wyglądu klatki i
pomieszczenia, w którym się ona znajduje.
Zazwyczaj nawet dość oswojone ptaki, które bez oporów jedzą
z ręki czy siadają na ramieniu, łapania nie lubią. Opiekun próbujący je złapać
kojarzy im się z zagrożeniem, reagują więc w naturalny dla siebie sposób –
ucieczką. Niektórzy mają swoje sposoby, by złapać papugę za dnia i poza klatką.
Moja koleżanka po prostu narzuca na swoje nimfy kawałek lekkiego materiału. Weterynarz,
do którego chodziliśmy (pozdrawiamy doktora Marcina ;)) złapał raz naszą falkę
w locie. Nie uwierzyłabym, gdybym tego nie zobaczyła na własne oczy.
Co jednak zrobić, nie mając takich umiejętności?
Na papuzich grupach czasem doradza się użycie podbieraka.
Próbując tego sposobu, warto jednak pamiętać, że (1) nieznany przedmiot „atakujący”
papugę znienacka prawdopodobnie wywoła większą panikę i szybszą ucieczkę niż
nasze dłonie (jedyną przewagą tego narzędzia nad rękoma jest jego długość), a w
skrajnych sytuacjach ptak latający w panice po pokoju może uderzyć w ścianę czy
w jakiś przedmiot i poważnie się zranić lub nawet zabić, (2) rączka i rama
podbieraka wykonane są z twardych materiałów, możemy więc niechcący zrobić
krzywdę papudze – przycisnąć, zgnieść lub uderzyć. Jeśli już uda nam się ją tym
sposobem złapać, warto wykazać się refleksem przy jej wyjmowaniu, by nie
zaplątała się nadmiernie w siatkę, nie doznała urazu ani nie poniszczyła piór
(zanim zabierzemy się do jej wyplątywania, spróbujmy unieruchomić papug,
przytrzymując z zewnątrz ręką). Zaznaczę: nie uważam, że łapanie podbierakiem
jest złe. Po prostu wymaga pewnego wyczucia i umiejętności, a także zdolności
przewidywania reakcji papugi. Zdarzało mi się łapać Kicziego w siatkę,
natomiast robiłam to w ciemności i była to wyłącznie rama z siatką, bez rączki.
Miała tę zaletę, że była szersza od moich dłoni, łatwiej było nie musnąć go
przypadkowo podczas łapania (co zawsze skutkowało ucieczką)
Moim zdaniem najlepszym sposobem jest łapanie papug w ciemnościach i w KLATCE (łapanie w ciemnościach poza klatką to duże ryzyko rozbicia o ścianę). Nie muszą to być kompletne ciemności, bo ptaki gorzej od nas
widzą po ciemku (stąd określenie „kurza ślepota”), a przynajmniej ich oczy
gorzej adaptują się do ciemności.
Zanim chwycimy papugę w ciemnościach: (1) musimy mieć
świadomość, że będzie to dla niej duży stres (dla niektórych może się to okazać
traumatycznym doświadczeniem, dlatego idealnie by było, żeby nie wiązały go z
pokojem, w którym przebywają na co dzień; ptak o słabym sercu może też „zejść” –
piszę to, żeby zachować zupełną szczerość, natomiast myślę, że takich ptaków
jest promil w populacji), (2) warto ją „uprzedzić”, co robimy. Oczywiście, za
pierwszym razem papuga nie zrozumie, co oznacza np. „Kiczi, chodź” – musi
zostać złapana kilkakrotnie, by powiązać to hasło z czynnością łapania. Jednak
po pierwsze jest duża szansa, że zorientuje się, że tym potworem czyhającym na
nią w ciemnościach jest jej opiekun – a bycie złapanym przez niego to mimo
wszystko dużo mniejszy stres niż bycie złapanym przez COŚ NIEZNANEGO. Po
drugie: z czasem naprawdę zrozumie, o co nam chodzi. Nie ułatwi to łapania,
natomiast zdecydowanie zmniejszy stres z nim związany. Sytuacja wciąż będzie
stresująca, lecz znana: papuga pamięta, że opiekun ją złapał, potrzymał,
wepchnął jej coś do dzioba/ włożył ją do mniejszej klatki, zabrał dokądś, ale
wie też, że potem wypuścił ją z powrotem. Dlatego też warto tak „przeprowadzić
całą akcję”, by po podaniu leków samemu odłożyć papugę do klatki, tak by zrozumiała,
że została celowo wypuszczona. Jeśli po prostu rozluźnimy uchwyt i pozwolimy
jej odlecieć, może nabrać wrażenia, że sama nam się wyrwała i uciekła (zatem
wcale nie będzie spokojniejsza przy kolejnym złapaniu).
Jeśli łapanie przeprowadzamy codziennie o tej samej porze
(leki), ptaki zapewne szybko zorientują się w nowej rutynie. Nasze falki zawsze
dobrze wiedzą, co się święci i jojczą na całego, próbując powtórzyć hasło
„lekarstwo” albo „ojo, ojo”, którymi zwykle uprzedzamy je o swoich intencjach.
Większość ptaków, z którymi miałam do czynienia, po
zgaszeniu światła dawała się spokojnie wziąć w ręce (chętniej puszczając żerdkę
na hasło „inhalacja” niż „weterynarz” czy „lekarstwo” – serio, serio, to
naprawdę mądre bestie). Zdarzają się jednak takie egzemplarze jak Kiczi, które
mimo zgaszonego światła będą próbować latać po klatce, usiłując uniknąć
złapania (dlatego przed przystąpieniem do całej akcji warto się zastanowić, czy
jakiś element znajdujący się w klatce nie będzie stwarzał zagrożenia w
ciemnościach, np. wyostrzona przez papugi, stercząca w górę gałązka). A nawet
wylecą po ciemku na pokój, jeśli zdołają wymknąć się z klatki (dlatego w
naprawdę ciemne wieczory pańcio stoi karnie przy włączniku światła, nasłuchując
uważnie, podczas gdy pańcia gmera w klatce, próbując złapać papugę). Albo jak
Pinki, która doskonale wiedziała, że najtrudniej jest mi ją dosięgnąć w
okolicach środka „pleców” klatki, i która zawsze po zgaszeniu światła próbowała
tam dotrzeć.
Wróćmy do zaciemniania…
Swego czasu, gdy mieliśmy mniejszą klatkę, wynosiliśmy ją do
łazienki i tam łapałam ptaki. Miało to 2 zalety: (1) papugi nie kojarzyły
pokoju, w którym śpią, z łapaniem, (2) w łazience pozbawionej okien nie trzeba
było kombinować, by uzyskać pełne zaciemnienie. Dlatego bardzo polecam ten
sposób (oczywiście zanim przystąpimy do działania, trzeba sprawdzić, czy gdyby
papuga uciekła w tym pomieszczeniu, nie natrafi na jakieś zagrożenia, np.
otwarta klapa toalety, miska z moczącym się praniem, wyjęta klatka wentylacji;
warto też pamiętać, że opary wszelkich chemikaliów, jakie mogą się unosić w
łazience, są dla papug toksyczne).
Po zakupie większej klatki odpadła nam opcja wynoszenia jej
do innego pomieszczenia, pozostało więc wzmacnianie zaciemnienia pokoju.
Wieczorami wystarczają rolety. Teoretycznie są to rolety zaciemniające, przy
których papugi potrafią przespać spokojnie do 9 rano, nie podejrzewając nawet,
że większość rannych ptaszków już wstała. Jednak okazują się zwykle
niewystarczające, gdy chcemy złapać papugi rano lub w południe. W ruch idzie
więc u nas taśma klejąca (podklejamy rolety tak, by szczelniej przylegały do
okna), stara roleta zatrzaskiwana w drzwiach pokoju (by przez ich okienka nie
wpadało do niego światło z innych pomieszczeń), a w słoneczne dni… dodatkowo
materac oparty o drzwi balkonowe i dodatkowo tłumiący światło, oraz koc, który
pańcio przytrzymuje w górze, zasłaniając wszelkie promyczki wpadające m.in.
przez szczeliny wywietrznika okna.
Cyrk na kółkach, ale się sprawdza ;)
A jak jest u Was?


Komentarze
Prześlij komentarz