Życie z PBFD
Życie z papugami z PBFD… zasadniczo nie różni się wiele od życia ze zdrowymi papugami. Ot, nauczyliśmy się rozpoznawać pierwsze objawy infekcji, przystosowaliśmy przestrzeń pod nieloty.
Czasem jednak zdarzają się takie „kumulacje” jak w ostatnim
tygodniu*…
Wyobraź sobie, że czekasz na wyniki swoich badań – takich naprawdę ważnych. Dla odstresowania postanawiasz zacząć dzień jogą. Wstajesz wcześniej, by zrobić powitanie słońca. Najpierw jednak odsłaniasz rolety u papug i zauważasz, że jedna z nich ma krew w odchodach. Zaklepujesz online jedyną wizytę przed weekendem i bez śniadania jedziecie do lecznicy. Masz szczęście, zostajesz przyjęta i w ciągu dwóch godzin jesteście z powrotem w domu.
Przy podawaniu leków widzisz, że krew w odchodach się utrzymuje. Smolisty stolec. Przetrawiona krew. Ile krwi może stracić papuga, nim umrze?
Odkrywasz w wypisie, że w gabinecie dostała też węgiel – stąd ten kolor.
W weekend sytuacja się normuje (w końcu ziarno w odchodach to dla was chleb powszedni; no, nie dosłownie;)).
We wtorek przychodzą wyniki krwi drugiej papugi. Krew wygląda słabo. Pora na „rozkminę”, co robisz nie tak. Wiesz, że niewydolność wątroby przy PBFD to nic niezwykłego. Ale może to jednak twoja wina. W końcu dawałaś ptakom zielonki zimą, a wszyscy wiedzą, że to sama chemia. A może jednak tych zielonek i nowalijek było za mało, bo ptak ma za niski poziom wapnia. Co z tego, że boi się żarówki UV i zawsze siedzi „w cieniu”? Trzeba ją było odwrażliwić, podając proso przy każdym włączeniu lampy. Ale i tak za często dawałaś jej to proso, skoro ma złe parametry wątrobowe. Mogłaś kupić listwę UV, zamiast żarówki, pokryłaby większą część klatki. Co z tego, że jest trzy razy droższa.
Kolejnego dnia wpadacie z papugą do weterynarza na szybką kroplówkę. Okazuje się, że są też wyniki wymazu z wola. Infekcja. Norma przy osłabionej odporności. A jednak Twój mózg podpowiada usłużnie, że mycie rąk przed każdym nabraniem leku, przed każdym podaniem leku, przed wymianą jedzenia i podaniem czegokolwiek, to za mało. Wycieranie ich w osobny „papuzi” ręcznik też nie wystarcza. Powinnaś co wieczór dezynfekować klamki i włączniki światła, których dotykasz przed łapaniem papug. A ty to zaniedbałaś...
Paranoja?
To spróbuj w tym chwilkę posiedzieć. Przeleczyć ptaki z bardzo upartego gronkowca. Dwa razy. Albo z bakterii, której nazwy nigdy nie słyszałaś, a którą skądś musiały złapać.
Ustalasz z weterynarz plan działania. Masz dużą motywację. Dasz z siebie 200%, bo 100% dajesz już od dawna. Pierwszy raz od tygodnia zasypiasz naprawdę twardo.
Po trzeciej budzi Cię trzepot skrzydeł, wyrywasz się ze snu, wpadasz do papuziego pokoju i zapalasz światło.
Kiczi przestaje trzepotać się po chorobówce. Żaba siedzi na dnie dużej klatki i na siłę próbuje wyszarpnąć pazur zaplątany w „spadochron” z ręcznika. W półśnie odruchowo ruszasz umyć ręce, zanim spróbujesz jej pomóc. A potem cofasz się, łapiesz Żabę i myślisz, że na pewno zdążyła już zwichnąć nogę. To też twoja wina. Spadochron miał wczoraj lecieć do prania i nie położyłaś na nim celulozowego podkładu. Noga wygląda normalnie, ale Żaba nadal siedzi na dnie i raczej nie zamierza się stamtąd ruszyć. Zakręcasz elektryczny kaloryfer (pożyczony przez Twoją drugą połówkę od rodziny – maj jest zimny, chore ptaszki potrzebują dogrzewania) i otwierasz balkon, by wpuścić świeże powietrze.
Razem z nim wpadają do pokoju trele kosów i jakichś ptaków z pobliskiego stawu. Myślisz przelotem, że kiedyś miałaś więcej czasu zachwycać się przyrodą.
Żaba wciąż siedzi nieruchomo. Oddycha. Włączasz muzykę. Dalej nie próbuje wrócić na górę. Zastanawiasz się, czy tak to się właśnie skończy…
Liczysz w myślach, ile już ma za sobą. Miesięcy, lat, antybiotykoterapii.
Zamykasz okno. Postanawiasz w końcu wpuścić do niej Kicziego – może to ją pokrzepi. Otwierasz dolne drzwiczki głównej klatki, otwierasz chorobówkę i… widząc, jak Kiczi niezdarnie z niej wylatuje, orientujesz się, że zgubił ostatnie lotki w prawym skrzydle.
Żaden z twoich ptaków nie kochał latać tak bardzo, jak on. I nie robił tego tak doskonale.
W jego towarzystwie Żaba odzyskuje rezon i wchodzi na górę. Kiczi ją karmi, ona rozczesuje mu zlepione lekami piórka.
Zanim zgasisz światło, łykniesz Valused i położysz się do łóżka, zastanawiasz się, czy lekkie odwodzenie skrzydła od ciała to znak, że Kiczi je złamał czy tylko obił, trzepocząc się po chorobówce. A może po prostu z tym skróconym” skrzydłem dziwnie się czuje? To też twoja wina. Przecież trzeba było…
Wrażliwe osoby nie powinny mieć papug. Tylko wrażliwe osoby
powinny mieć papugi.
-----------
* tekst archiwalny z 2025 roku. Żaba nie zwichnęła nogi. Kicziemu odrosły piórka. Skrzydło było tylko obtłuczone.



Komentarze
Prześlij komentarz